i łatwo można się domyśleć jaki był jej efekt skoro była jedyna :D
...ale, udało mi się kupić polędwicę wołową w całkiem niezłej cenie :)
Nie, nie... ładna, różowiutka, o przyjemnym zapachu...
- żadna tam podróba, ani z kończącą się datą przydatności,
... aż sama w szoku byłam :D
Ponieważ doświadczenie mam niewielkie siłą rzeczy musiałam skorzystać z czyjegoś innego
i tak przekopując internet pod kątem steków trafiłam na stronę internetową Joasi Duszczyńskiej,
którą kojarzę sprzed kilku lat z pl.rec.kuchnia...
Należą jej się ogromne podziękowania, bo to właśnie dzięki radom zawartym na jej stronie
pierwszy raz w życiu jadłam pyszną smażoną wołowinę, która o dziwo była mięciusieńka
i rozpływająca się wręcz w ustach a nie jak się spodziewałam o strukturze podeszwy od gumofilca O_o
- polędwica wołowa po ok. 200 - 250g na głowę
(dopuszczalne są też inne części wolego ciała, ale wymagają dodatkowej obróbki o czym można poczytać u Joasi) - sól
- grubo mielony pieprz
- masło i/lub olej do smażenia

