czwartek, 25 kwietnia 2013

Garareta, zimne nóżki, sztywny rosół...

 ... i pewnie jeszcze całe mnóstwo innych nazw ;)

Pamiętam ten smak jeszcze z dzieciństwa, kiedy zażerałam się galaretą w wykonaniu mojej babci
i teraz staram się ten smak odtworzyć w swojej kuchni.
Myślę nawet, że z powodzeniem :P


Jednakowoż robię ją niezwykle rzadko, bo nie da się ukryć, że mimo iż nie jest to danie szczególnie trudne
do wykonania, to jednak mocno czaso i pracochłonne.


Nie robię jej późną wiosną, latem, wczesną jesienią... 
O nie!  
Żadna siła nie zmusi mnie do całodziennego stania przy garach kiedy na zewnątrz jest ciepło, więc...
najczęściej robię ją zimą ;)
Nie powinno więc nikogo dziwić, że robiłam ją całkiem niedawno bo początek kwietnia był iście zimowy :D
Najczęściej również, kiedy na obiad mam zamiar podać golonkę... :D

Tyle słowem wstępu, a teraz do dzieła! :D


Galareta z nóg wieprzowych
 
Składniki


  • 1 kg lub 2-3 szt. nóg wieprzowych
  • 1 - 2 przednie golonki
  • 1/2 kg wołowiny z kością
    (goleń wołowa)
  • 3 średnie marchewki
  • 1 pietruszka
  • pół selera
  • 1 średnia cebula
  • dużo czosnku (3-5 ząbków)
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • kilka liści laurowych
  • sól, pieprz
  • ew. natka pietruszki
  • ocet lub sok z cytryny



Golonki i nogi wieprzowe dokładnie wydepilować,
 od biedy ogolić bądź babcinym sposobem opalić
 - w każdym bądź razie pozbawić je owłosienia :D

Włożyć do sporej wielkości garnka, 
dodać również umytą wołowinę, 
zalać zimną wodą - to ważne, żeby była zimna...
i bardzo powoli, na bardzo małym ogniu doprowadzić
do wrzenia.  



Kiedy całość się zagotuje zebrać pianę, dodać obrane i umyte warzywa, ziele angielskie oraz liście laurowe, przypaloną nad gazem cebulę i nadal na niewielkim ogniu długo i namiętnie gotować
(6 - 8 godzin a nawet dłużej). W trakcie gotowania lekko posolić.
Po godzinie gotowania wyjąć marchewkę, żeby się nie rozgotowała.

Mięso z golonek i wołowinę wyjąć kiedy będzie miękkie, natomiast nogi gotować do momenty kiedy rozpadną się niemalże na atomy a przynajmniej całkiem odpadnie od kości :P
Kiedy to nastąpi wywar przecedzić. 
Mięso oddzielić od kości i pokroić, następnie posiekać razem ze skórami i jak ja je nazywam "żelami" wrzucić z powrotem do wywaru.
W zasadzie do gara wraca wszystko poza kośćmi i brzydszymi kawałkami skór czy innymi żyłkami...


Dodać pokrojoną w plastry marchew i zmiażdżony w prasce lub starty na tarce czosnek,
jeśli trzeba dosolić oraz mocno popieprzyć.
Przelać do salaterek i odstawić do przestygnięcia a następnie wstawić na kilka godzin do lodówki.



Podawać skropioną sokiem z cytryny lub octem i chlebem posmarowanym
wytworzonym na powierzchni galarety smalczykiem :)


1 komentarz: